Współpraca to słowo, które brzmi dobrze — ale nie w moim świecie.
Kiedyś działałem jako społecznik i prezes stowarzyszenia. To był etap. Zamknięty. Świadomy. Dziś tworzę sam. Gram solo — nie dlatego, że nie potrafię inaczej, ale dlatego, że właśnie w tej przestrzeni mam pełną swobodę oddechu. W duetach bywa ciasno, a większe układy zbyt często gubią sens na rzecz kompromisów, których nie uznaję.
Jestem niezależnym twórcą. Moje książki, artykuły, projekty i eksperymenty literackie są wynikiem osobistej wizji świata — przefiltrowanej przez doświadczenie, historię, obserwację i własne wartości. Nie tworzę „pod kogoś”. Nie tworzę „po coś”. Tworzę, bo mam coś do powiedzenia.
Nie interesuje mnie polityka — ani stanowiska, ani układy, ani to, kto aktualnie rządzi. Jeśli komentuję rzeczywistość, robię to jako człowiek i jako autor — korzystając z warsztatu, który posiadam. To moje opinie. Moje przemyślenia. Niezależne i osobiste.
Nie szukam partnerów biznesowych. Nie interesuje mnie wzajemna promocja, wymiana usług czy działania „na zasadach współpracy”, które wymagają ode mnie dopasowania się do cudzych oczekiwań. Nie funkcjonuję w tym modelu.
Moja twórczość jest przestrzenią wolności — a wolność nie podlega negocjacjom.
Nie oznacza to jednak, że jestem zamknięty na wszystko. Jedyną formą współpracy, jaką realnie rozważam, jest współpraca wydawnicza — z wydawcami, którzy rozumieją, czym jest niezależność twórcza i potrafią ją uszanować. W każdej innej sytuacji decyzja wymaga głębokiego namysłu.
Każdy, kto trafia do mojego świata, robi to świadomie. Możesz się zgadzać lub nie — to Twoje prawo. Nie oczekuję aprobaty. Oczekuję jedynie szacunku. Szanuję konstruktywną krytykę, ale nie toleruję agresji, złośliwości i pustych słów.
Nie tworzę przeciwko komuś. Tworzę z potrzeby.
Jeśli znajdziesz tu coś dla siebie — zostań.
Jeśli nie — idź dalej swoją drogą.
To też jest w porządku.
